Witam,
Dziś obiecana recenzja farby do włosów z Loreal :) Ona uratowały mi włosy 3 miesiące temu, gdy rozjaśniacz w sprayu z Joanny zrobił mi żółtko :( Ale ot jest historia na osobny post :P
Zatem do dzieła:
Moje włosy przed, były farbowane 3 miesiące temu z kawałkiem. Te zażólknięcia nie były takie straszne, ale wiecie jak to jest ze zdjęciami. Poza tym wiadomo to było dużo czasu, więc kolor miał prawo trochę zżółknąć. Kolor nawet nieźle się wypłukiwał, powiedziałabym, że nabrał kolor złota, ale nawet mi się podobał :)
Oto zdjęcia przed:
A teraz zdjęcia po, pierwsze to zaraz po farbowaniu, kolejne to po dwóch myciach:
Od początku:) Mojego Castinga (już drugie z rzędu opakowanie w tym odcieniu, może następny wypróbuję inny odcień). kupiłam w promocji w Rossmanie za 19.99 (normalnie chyba 23-24 zł). W opakowaniu znajdziemy: parę rękawiczek, emulsję aktywującą, krem koloryzujący, odżywkę (fuu paskudnie wypakowana silikonami, w najbliższym czasie napisze wam do czego planuje jej użyć).
Przed użyciem zrobiłam próbę uczuleniową. To bardzo ważne ! Róbcie ją zawsze :)
Zapach farby jest znośny, nakładanie w miarę bez problemu, ja użyłam szczoteczki do farbowania włosów (możecie kupić już za 2,60 zł:)). Farby jest bardzo dużo, starczyłoby mi na dwie aplikacje na całe włosy (nie przesadzam), ale nie chciałam zostawić jej otwartej. Krem koloryzujący po zmieszaniu z emulsją ma taki złotawy kolor, więc nie trzeba się przejmować, że się skóra pofarbuje (choć ja zabezpieczyłam się niveą :P).
Najpierw farbę położyłam na odrosty trzymałam 20 minut, a potem na 10 minut na całość. Przedłużyłam po 5minut i tu i tu (producent pisze, że 15 min na odrost i 5 min na resztę).
Kolor wyszedł ładny, nie taki jak na opakowaniu, ale też tego się nam nie obiecuje, gdyż jak zapewnia producent kolor zależy od wyjściowego odcienia włosów.
Włosy nie są jakoś bardzo zniszczone, jedynie suche, ale to przecież normalne po farbie, zwłaszcza rozjaśniającej. Odrosty wyszło wg mnie nieco ciemniej niż reszta jednak nie widać tego aż tak bardzo. Może nawet tylko ja to widzę bo wiem :P
Celowo nie pisze składu, bo nie ma po co. I tak wiadomo, że farby zawierają różne świństewka, ale chcecie mieć ładny kolor? Trudno coś za coś:P Ta farba jest bez amoniaku (to akurat dla mnie ważne). Zawiera utleniacze (bo niby jak ma rozjaśnić włosy bez nich:P). I przez wzgląd na to nie liczcie, że ona się wymyję i nie będzie odrostu, nie ma takiej opcji.
Podsumowując, jestem zadowolona z Castinga :) Ale polecałabym go raczej blondynką, chcącym ożywić kolor.
Dostaje: 8/10 w skali Myrcelli ;)
P.S. Chodzi mi po głowie zrobienie sobie białego blondu coś takiego:
Ale jakoś boje się, że wyglądałabym dziwnie :P Jak uważacie?
Pozdrawiam:)